wtorek, 21 sierpnia 2012

Agatha Raisin i ciasto śmierci

Autor: M.C. Beaton 
Tytuł oryginału: Agatha Raisin and the quiche of death
Tłumaczenie: Monika Łesyszak
Wydawnictwo: Edipresse
Seria wydawnicza: Seria Kryminałów, tom I
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 252
Ocena: 4

Źródło: od wydawnictwa

Jest to jedno z pierwszych moich spotkań z kryminałem. Nie nastawiałam się na fajerwerki i takowych oczywiście nie było. Ale do najgorszych też książki tej nie zaliczam. Była po prostu dobra. A o czym była? Otóż to...

Główną bohaterką jest Agatha Raisin, 60letnia specjalistka od public relations mieszkająca na stałe w Londynie. Jednak życie w tym wielkim mieście strasznie jej zbrzydło, postanawia więc rzucić wszystko w cholerę i spełnić marzenie z dzieciństwa - zamieszkać na angielskiej wsi Carsely. Kupuje więc małą, starą chatkę, sprzedaje biznes swojego życia i... Zaczyna się strasznie nudzić. Tubylcy jakoś nie bardzo ją akceptują, a sąsiadka wprost nienawidzi (Agatha podebrała jej sprzątaczkę). Nikt jej nie wita, nikogo nie obchodzi, co robi i czym się zajmuje na co dzień. 

czwartek, 9 sierpnia 2012

Paryż na widelcu. Sekretne życie miasta - audiobook

Autor: Stephen Clarke  
Tytuł oryginału: Paris Revealed
Tłumaczenie: Hanna Baltyn
Lektor: Marcin Rudziński
Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
Rok wydania: 2012
Czas: 9 godzin 30 minut
Ocena: 3

źródło: od wydawnictwa

Cóż mogę powiedzieć... Po ocenie można się już domyślić, że lektura ta nie przypadła mi do gustu. To było moje pierwsze spotkanie ze Stephenem Clarke'm i do najlepszych nie należało. Zmęczyłam się okrutnie wsłuchując się w tysiące nazw ulic, bulwarów i placów. Już w pierwszych rozdziałach nagromadzenie informacji i typowego francuskiego nazewnictwa było tak ogromne, że pogubiłam się totalnie.
Sądziłam, że będzie to książka, która opisuje ciekawe anegdotki, plotki, relacje z podpatrywania Paryżan. A otrzymałam przewodnik turystyczny kiepskiej treści. Bo jak inaczej zinterpretować książkę, której głównym celem jest ukazanie szeregu ulic, sposobu ich nazywania, sposobów, w jaki Paryżanie odnoszą się do obcokrajowców, ważniejszych miejsc i zabytków Paryża? Jeśli zaś chodzi o sekrety... Nie były to szczerze mówiąc nowinki, które mnie zainteresowały. Owszem, podobało mi się kilka rozdziałów, zwłaszcza tych dotyczących historii, mody czy sztuki. Ale z drugiej strony drażniły rubaszne i wulgarne czasami wątki miłosne, rozdziały o seksie. A już totalnym nieporozumieniem okazało się opisywanie setek ulic, na których tak naprawdę nic nie było. 

wtorek, 7 sierpnia 2012

Księga Diny

Autor: Herbjorg Wassmo 
Tytuł oryginału: Dinas bok
Tłumaczenie: Ewa Patryga
Cykl: Księga Diny, tom I
Wydawnictwo: Muza
Seria wydawnicza: VIP
Rok wydania: 1999
Ilość stron: 640
Ocena: 5,5

źródło: biblioteka miejska w Kartuzach

"Księga Diny". Biały kruk literatury światowej w naszym kraju. Gdy tylko zobaczyłam ją na biurku pani bibliotekarki, od razu wiedziałam, że po to właśnie tam przyszłam. Kiedy jednak zerknęłam na ilość stron, mój zapał nieco przygasł... Nie przeszkodziło mi to jednak wyruszyć wraz z Diną do świata XIX-wiecznej Norwegii, pełnego arystokratycznych obyczajów, pełnego morskich opowieści, pełnego srogich zim i cudownych zórz polarnych. Do takiego właśnie świata dane mi było przenieść się na kilka dni . Czy można było żałować tej decyzji? Nie!
Któż mógłby być głównym bohaterem powieści jak nie młoda szalona dziewczyna, która w wieku pięciu lat traci matkę. Obarczona przez ojca winą za śmierć żony Dina nigdy nie pogodzi się ze swym losem i wciąż będzie stawała na przeciw innym. Buntowniczka, egoistka, prowokatorka. Niektórzy twierdzą wręcz, że to mężczyzna w kobiecym ciele. Córka szanowanego w okolicy referendarza. Młoda żona starego właściciela ziemskiego, kupca i żeglarza. Synowa wspaniałej Matki Karen - kobiety o gołębim sercu. Matka samotnego Beniamina. Nie potrafi jednak sprostać żadnej z tych ról. Nie jest kochaną córką. Nie jest też dobrą żoną i panią domu. Jej światem jest muzyka i rachunki, jazda konna i wiatr zaplątany w kruczoczarnych włosach. Nie interesują jej inni ludzie. Czy można być aż tak na wskroś złym człowiekiem? Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie trzeba poznać całą historię Diny, do czego gorąco namawiam!

czwartek, 2 sierpnia 2012

Wyniki losowania audiobooka "Ja, Anielica"

Kochani!

Przede wszystkim strasznie przepraszam za opóźnienie w przeprowadzeniu losowania. Powody były trzy:
1. Mała ilość osób zgłoszonych do losowania (za takie osoby uznałam tylko te, które odpowiedziały na "pytanie konkursowe"). Miałam nadzieję, że może ktoś jeszcze się zgłosi :)
2. Siostrzeniec, który postanowił spędzić u mnie kilka dni wakacji.
3. OLIMPIADA LONDYN 2012 :D

Ale losowanie już zostało przeprowadzone i oto wyniki:

wtorek, 24 lipca 2012

Konkurs - loteria. Zapraszam!

Z okazji imienin, które dziś obchodzę (a właściwie nie obchodzę, bo jutro urodziny ;)), chciałabym zaproponować czytelnikom mojego bloga mały prezent od siebie. Prezentem tym jest audiobook zasponsorowany przez Bibliotekę Akustyczną - JA, ANIELICA Katarzyny Bereniki Miszczuk.

piątek, 20 lipca 2012

[FANTASTYCZNIE] "Mort" T. Pratchett



Witajcie w świecie Terry'ego Pratchetta! Kto już raz zetknął się ze stworzonym przez niego Światem Dysku, ten albo go pokochał, albo znienawidził. Ja zapałałam do niego sporą dawką sympatii i po lekturze czwartej części cyklu zdania nie zmieniam. Pomysł + wyobraźnia + poczucie humoru + nietuzinkowi bohaterowie = kilka przyjemnych chwil z fantastyką.

"Mort" opowiada nam o pewnym chłopcu - Mortimerze, który do niczego się nie nadawał, nikt nie chciał go przyjąć na praktyki, ojciec trochę się go wstydził, a on sam czerpał z życia ile tylko umiał. Do pewnego momentu, gdy na jego drodze stanął piękny biały koń, na koniu piękny czarny jeździec z wielkim kapturem na głowie, a jego głos słyszalny był... w myślach? Mężczyzna zaproponował Mortowi praktykę u siebie, a ten się zgodził, choć nie do końca wiedział, jakie rzeczy przyjdzie mu czynić. Gdy więc wsiadł na białego rumaka i podążył ku gwiazdom, gdy znalazł się w posiadłości dziwnego nieznajomego i gdy spojrzał mu głęboko w oczy odkrył, że mężczyzna... nie ma oczu, nie ma dłoni, nie ma ciała! To szkielet! A jeśli jest to szkielet, który chodzi, jedynym rozwiązaniem jest... ŚMIERĆ. Mort został uczniem ŚMIERCI...

niedziela, 15 lipca 2012

[HISTORYCZNIE] Prawo mężczyzn

Autor: Maurice Druon 
Tytuł oryginału: La loi des males
Tłumaczenie: Anna Jędrychowska
Cykl: Królowie przeklęci, tom IV
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 1991
Ilość stron: 262
Ocena: 5,5

Źródło: własna biblioteczka

Nareszcie książka, której fabuła wciągnęła mnie od początku do końca! Czy ja już mówiłam, że lubię czytać książki o Francji? A czy mówiłam, że lubię Druona? No to źle mówiłam - ja go uwielbiam! Jak nikt potrafi podkręcać atmosferę z rozdziału na rozdział, opisywać kilka wątków jednocześnie nie nużąc, nie gmatwając, nie przekombinowując. Cykl "Królowie przeklęci" jest po prostu ideałem książek historycznych - mnóstwo faktów okraszonych dobrą narracją i ciekawymi opisami przekroju społeczeństwa.

wtorek, 10 lipca 2012

Kiki van Beethoven

Autor: Eric-Emmanuel Schmitt 
Tytuł oryginału: Quand je pense que Beethoven est mort alors que tant de cretins vivent suivi de Kiki van Beethoven
Tłumaczenie: Agata Sylwestrzak-Wszelaki
Wydawnictwo: Znak LiteraNova
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 147
Ocena: 4,5


Źródło: własna biblioteczka


Ponownie spotkałam się z E.-E. Schmittem. Tym razem zaskoczył mnie zupełnie nietypowym pomysłem. Już tytuł podpowiadał mi, że głównym bohaterem dwóch historii opisanych w książce będzie Ludwig van Beethoven - niesamowity muzyk, twórca genialnych symfonii, kwartetów smyczkowych, artysta kompletny pomimo całkowitej głuchoty. Podziwiam go tym mocniej, iż żył w czasach, w których każda dysfunkcja (nie mówiąc już o kompletnym jej braku) skreślała człowieka ze społeczności, w której do tej pory funkcjonował. Liczyłam na to, że Schmitt odkryje przede mną kawałek nieznanej mi biografii wielkiego mistrza. Myślałam, że dowiem się, w jaki sposób tworzył, żył, jak był postrzegany w swym środowisku i wśród najbliższych. 

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że akcja obu historii toczy się w dzisiejszych czasach. Przyznam szczerze, że początkowo dopadło mnie małe rozdrażnienie - kolejny raz Schmitt nie spełnił moich oczekiwań! Ale gdy tylko zagłębiłam się w pierwszą historię, powróciły wspomnienia tych najlepszych chwil z autorem. Dlaczego? Postaram się nakreślić w kilku słowach fragment tego opowiadania:

poniedziałek, 2 lipca 2012

"Trucicielka"

Autor: Eric-Emmanuel Schmitt 
Tytuł oryginału: Concerto a la memoire d'un ange
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 248
Ocena: 4

Książka nagrodzona Nagrodą Literacką Goncourt 2010

źródło: własna biblioteczka

Zawiodłam się na Schmitcie. Po raz pierwszy poczułam niedosyt połączony ze zdegustowaniem. Nie mam nawet pomysłu na opisanie tego, jakie wrażenia pozostawiły we mnie te cztery opowiadania skreślone szybko i byle jak. Właściwie te wrażenia już się zatarły, ponieważ lekturę skończyłam jakiś miesiąc temu... 

Które z opowiadań najbardziej mi się podobało...? Chyba pierwsze - tytułowa "Trucicielka". Było przemyślane, trzymało w napięciu i pozostawiło mnie z pewnym przekonaniem, że sama mam odpowiedzieć sobie na pytanie, kto miał rację i czy główna bohaterka wprowadziła mnie w błąd czy sama dała się zwieść młodemu księdzu..? Najsłabsze opowiadanie - zdecydowanie "Koncert Pamięci anioła". Długie, nudne, bez polotu. Jakoś nie wciągnęła mnie historia dwóch rywali, których życie zmieniła żądza bycia najlepszym. Po wypadku ten miły staje się okrutny, a egoista nagle staje się altruistą. Historia stara jak świat, a i zakończenie nie wywarło na mnie większego wrażenia. 

czwartek, 21 czerwca 2012

O ciszy w eterze, wzlotach i upadkach oraz innych ciekawostkach przyrodniczych

Drodzy bloggerzy i zaglądający od czasu do czasu na mojego bloga!

Wiem, na dobry miesiąc zniknęłam z blogosfery. Niestety - siła wyższa. Dużo pracy w pracy, mąż maruda, brak weny twórczej... Można by wymieniać i wymieniać! Jednym słowem - przez ostatni miesiąc nie przeczytałam praktycznie żadnej książki. STRASZNE!!!

 Ale miałam kilka powodów. Jednym z nich były niezbyt dobrze dobrane lektury: "Miasto śniących książek" Moersa i "Władca much" Goldinga. Wiem, że wiele osób zachwyca się nad tymi pozycjami, ja też chciałabym do nich należeć, naprawdę... Ale nie mogę! Ni jestem w stanie zmusić się do przeczytania kilkunastu stron dziennie. Te książki mnie znudziły, zmęczyły swoimi narracjami i dogłębnie zniechęciły do czytania na kilkanaście dni.