sobota, 26 lipca 2014

Panny z Wilka

Autor: Jarosław Iwaszkiewicz
Wydawnictwo: SMPB
Format: e-book
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 64
Ocena: 5

źródło: własna biblioteczka




...Wojna już dawno minęła...*

Literatura polska skrywa przede mną niezgłębione zasoby ciekawej, intrygującej i jakże różnej prozy. Życia pewnie mi nie starczy, by odkryć wszystkie perły, diamenty i rubiny, ale będę się starać odnaleźć choćby część z nich. Ostatnio właśnie na coś takiego się natknęłam, zupełnie nieświadomie. Chciałam złożyć mój mały prywatny hołd kolejnemu z tegorocznych Jubilatów - Jarosławowi Iwaszkiewiczowi (120 rocznica urodzin), którego twórczości do tej pory nie znałam. Tak, wiem, że to wstyd, ale nie będę ukrywać, że większość znanych i lubianych polskich pisarzy jest dla mnie literacko nieznana. Nie spotkałam dotąd na swej drodze nikogo, kto wskazałby mi dobrą polską literaturę. Więc odkrywam ją teraz, sama i trochę po omacku. I bardzo się z tego cieszę!

Po tym nieco przydługim wstępie chciałabym skupić się na wrażeniach i odczuciach, jakie pozostawiły we mnie "Panny z Wilka", albo raczej ten jeden rodzynek wśród nich - Wiktor Ruben. Są lata 20te XX wieku. Czasy rozkwitu polskich miast i miasteczek, polskiej inteligencji, ale i czasy miłości do polskiej tradycyjnej wsi. Polska powstała! Wiktor zaś zaczyna powoli upadać. Dojrzały mężczyzna, którego młodość i ambicje przekreślił udział w I wojnie światowej, czuje się coraz bardziej zmęczony życiem. Został sam, choć wokół stale panował gwar i harmider. Jako zarządca folwarku dla ociemniałych nie spełniał się życiowo. Na dodatek stale wracał myślami do przeszłości, do czasów spędzonych w Wilku...

Gdy więc lekarz nakazał mu długi urlop, nie zastanawiał się długo i ruszył do wujostwa. Od nich przecie kilka minut do dworku w Wilku, do panien, o których zachował ciekawe wspomnienia. Piętnaście lat ich nie widział, a jednak gdy przekroczył próg posiadłości, wspomnienia powróciły  - ten sam gwar, ta sama radość, te same twarze. A jednak nic nie jest już takie samo - każda z nich: Julcia, Kazia, Jolka, Zosia i Tunia ułożyły sobie życie bez niego. A Fela..? Fela odeszła i nikt już o niej nie pamięta, nikt oprócz Wiktora. Czego jednak miał się spodziewać? Przecież był tylko ich korepetytorem... Jednak po dłuższym pobycie okazuje się, że i one zachowały o nim wspomnienia, że i one zapamiętały na zawsze młodego Wiktora, każda na swój sposób.

Opowiadanie kipi od emocji. Czytając czuje się duchotę tego miejsca, i nieistotne są krajobrazy, pogoda, pora roku. Najważniejsze są relacje międzyludzkie, konfrontacja pomiędzy wspomnieniami a teraźniejszością. Tysiące niedomówień, obaw, nadziei, marzeń... Miłość, przyjaźń i to, co boli najbardziej - obojętność. Wszystko na tych kilkudziesięciu stronach. Czyż trzeba pisać ogromne epopeje, by oddać emocje i sens historii? Nie. Wystarczy kilkadziesiąt stron i człowiek czuje się w pełni usatysfakcjonowany. 

Zaskoczyło mnie to opowiadanie. Czytając biografię Iwaszkiewicza oczekiwałam prozy ostrej, silnej, nieprzebierającej w słowach i odważnej. Otrzymałam natomiast subtelność, lekkość, delikatność, wszystko okraszone ciężką mgłą tajemnicy. I to było piękne! Oczywiście nie było najwspanialsze dzieło, jakie kiedykolwiek czytałam. Wzbudziło we mnie jednak to, co najważniejsze - głód czytania, chęć poznania i radość odkrywania. W kolejce już czekają następne opowiadania: "Brzezina" i "Matka Joanna od aniołów". Niebawem też skonfrontuję "Panny z Wilka" z ich filmową adaptacją, a kiedy to zrobię, na pewno podzielę się z wami wrażeniami.

... Głowa wznosiła się do góry, a gdy wchodził na stację, machał już wesoło swoją teczką, myśląc o tym, co tam Janek w Stokroci przez te trzy tygodnie robił...*

*Pierwsze/ostatnie zdanie powyższej książki

środa, 23 lipca 2014

[NOCnikowe lektury] Modlitwy małych rączek. Oto ja

Autor: Lois Rock
Ilustracje: Kay Widdowson
Tytuł oryginału: Here I Am
Tłumaczenie: Krzysztof Pachocki
Wydawnictwo: Święty Wojciech
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 8
Książka twardostronicowa 

Ocena Łucji: 4
Ocena moja: 4

źródło: własna biblioteczka

...Oto ja - w ogrodzie...*

Dziś chciałabym przedstawić wam pewną książeczkę dla najmłodszych, która przez rodziców opisywana jest w samych superlatywach. Dzieci bardzo chętnie po nią sięgają i nie mogą się od niej oderwać. Postanowiłam przetestować ją na swojej latorośli. Efekt? Widoczny na zdjęciu:


poniedziałek, 21 lipca 2014

35 maja albo jak Konrad pojechał konno do mórz południowych

Autor: Erich Kästner
Tytuł oryginału: Der 35. Mai oder Konrad reitet in die Südsee
Tłumaczenie: Stefania Baczyńska
Wydawnictwo: Polityka 
Seria: Cała Polska czyta dzieciom, t. 3
Format: papier
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 72
Ocena: 3,5

źródło: własna biblioteczka 

...Działo się to 35 Maja...*

Wakacje w pełni, postanowiłam więc wybrać się w ciekawą podróż. Padło na morza południowe, a towarzyszyli mi: Konrad, jego stryj Rabarbar oraz... koń Negro Kaballo (który nie dość, że umiał mówić, to jeszcze uwielbiał jeździć na wrotkach!). Nie była to wcale łatwa i spokojna wyprawa, przygód w niej co niemiara, trochę śmiechu, trochę irytacji, sporo radości i niedowierzania, a nade wszystko wielki podziw dla wyobraźni (autora oczywiście). A zaczęło się tak:

Konrad jak co czwartek, spędzał popołudnie z wujkiem Rabarbarem. Zwierzył mu się przy okazji, że musi napisać wypracowanie o morzach południowych, gdyż brak mu wyobraźni. Tylko jak te morza wyglądają? Czasu też nie ma zbyt wiele - pracę trzeba oddać już jutro! Co tu zrobić..? W tym momencie do drzwi mieszkania stryjka puka koń i po dłuższej rozmowie oferuje swą pomoc. Trzeba tylko wejść do szafy stojącej w przedpokoju i już! Za dwie godziny, zgodnie z obietnicą końskiego biura podróży, będą na morzach południowych. A więc wyruszyli. Nie była to jednak zwyczajna wyprawa, o nie. Na ich drodze stanęło bowiem kilka krain: Kraj Pasibrzuchów, gdzie lenistwo wyzierało każdym kątem; niezwykły Zamek, w którym spotkali się na zawodach wszyscy najwięksi tego świata - od Cezara po Napoleona; Świat na opak, gdzie dzieci wbijały dorosłym z głowy niedobre zachowania, czy też Elektropolis, którym rządziła myśl technologiczna i.. wysokie napięcie! (Dla ciekawostki dodam, że autor opisał tu świat XXI wieku - drapacze chmur, telefony komórkowe, wielkie skomputeryzowane fabryki, a historia ta powstała w 1932).

wtorek, 15 lipca 2014

Tron Izydy

Autor: Judith Tarr
Tytuł oryginału: Throne of Isis
Tłumaczenie: Anna Pajek
Wydawnictwo: Libros
Format: papier
Rok wydania: 2002
Liczba stron: 510
Ocena: 5

źródło: własna biblioteczka

...Niegdyś pomieszczenie przyozdobione było wyłącznie złotem...*

Dawno już nie odwiedzałam starożytnego Egiptu. A bardzo lubię tam przebywać, pomimo, że kompletnie nie ogarniam tamtejszych wierzeń, bogów i symboli. Tym razem sięgnęłam po książkę historyczną, opisującą jeden z najsłynniejszych romansów wszech czasów. I choć miłość Kleopatry i Marka Antoniusza (bo o nich mowa w powieści) stała się ogromnie istotnym elementem książki, to jednak nie przysłoniła ona tego, co idzie w parze z wielkim pożądaniem - wojny o władanie starożytnym światem.

Zapewne wielu z was zna losy niedoścignionych (zarówno w miłości jak i w intrygach oraz chęci posiadania) kochanków, zbędnym więc będzie tu streszczanie ich historii. Niepotrzebnym byłoby także tworzenie kolejnej książki, która tę historię streszcza. J. Tarr bardzo ciekawie wybrnęła z tej kłopotliwej sytuacji, wprowadzając bardzo intrygujące i ciekawe postacie fikcyjne: egipską kapłankę Izydy oraz kuzynkę Kleopatry - Dione oraz rzymskiego senatora Lucjusza Serwiliusza. To ich losy będziemy śledzić, to z nimi będziemy się spotykać najczęściej, to ich miłość rozkwitnie na naszych oczach i będzie potem wystawiona na wiele prób. A ponieważ oboje bardzo blisko związani są z Kleopatrą i Markiem Antoniuszem, służą im i przyjaźnią się z nimi, nieustannie w ich dzieje wplątane będą losy wielkich kochanków. 

środa, 9 lipca 2014

Listy miłości

Autor: Maria Nurowska
Wydawnictwo: WAB
Format: e-book
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 256
Ocena: 3,5

źródło: własna biblioteczka



...Krystyna Chylińska to nie jest twoje prawdziwe imię i nazwisko - powiedziałeś, jakby mimochodem, nie czekając na moją odpowiedź...*

Od dłuższego czasu miałam chrapkę na prozę Marii Nurowskiej. Nigdy dotąd nie miałam szansy zapoznać się z jej twórczością, ale z okazji okrągłej rocznicy urodzin, którą pisarka w tym roku obchodziła, postanowiłam przeczytać coś ciekawego. Spośród wielu książek największe ochy i achy widniały przy "Listach miłości". Chwilę się wahałam, nie lubię powieści nawiązujących do II wojny światowej, tu jednak główna akcja miała toczyć się w latach powojennych. Więc nabyłam e-booka, zasiadłam wygodnie i zanurzyłam się w lekturze...

Nurowska przedstawia nam historię Elżbiety Elsner, żydówki mieszkającej wraz z ojcem (profesorem filologii) w warszawskim getcie. By przeżyć ten ciężki czas piętnastoletnia Elusia musiała przejąć inicjatywę opieki nad domem oraz tatą, niezdolnym do jakiejkolwiek pracy. Pomogła jej w tym współlokatorka Wiola, wprowadzając w profesję prostytutki. Trudne początki wkrótce zamieniają się w obojętność, a zakochany w Elżbiecie niemiecki oficer pomaga jej wydostać się z getta - pragnie ją poślubić i wieść z nią przykładne życie. Śmierć ojca pomaga Elusi podjąć decyzję. Jednak znajdując się poza bramą, kobieta ani myśli udać się do kochanka, wchodzi do pierwszej lepszej kamienicy i puka do nieznanych jej drzwi. Zostaje przyjęta bez słowa, rozpoczyna nowe życie, jako Krystyna Chylińska.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Kolorowy stosik (4)

Obiecywałam sobie, że przez najbliższe kilka miesięcy ani jednej książeczki nie kupię! Niestety uległam... Po pierwsze promocji w Empiku, po drugie możliwości dłuższego skupienia uwagi nad słowem i obrazkiem u córeczki. Stąd kolejny stosik :)


piątek, 27 czerwca 2014

[NOCnikowe lektury] "Kim jestem? W dżungli/ w oceanie/ w ciemnościach"

Dziś chciałabym przedstawić Wam jedną z najfajniejszych serii, jakie udało mi się kupić dla małej czytelniczki - KIM JESTEM? Seria ta składa się z czterech części, ja zdobyłam tylko trzy z nich, ale ta czwarta już niedługo także znajdzie się na kolorowej półeczce. Nie będę się rozmieniać na drobne i przedstawię wszystkie trzy części w jednym poście, tak będzie czytelniej i zwięźlej (mam nadzieję :)).
 
Seria KIM JESTEM?
Tekst: Anton Poitier 
Ilustracje: Debbie Tarbett
Tłumaczenie: Maria Zawadzka 
Wydawnictwo: Imbir
Rok wydania: 2007
Książki twardostronicowe



wtorek, 17 czerwca 2014

"Stulecie" - przedpremierowo

Autor: Herbjørg Wassmo
Tytuł oryginału: Hundre Ar
Tłumaczenie: Ewa M. Bilińska
Wydawnictwo: Smak Słowa
Seria: Arcydzieła literatury norweskiej
Format: papier
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 520
Ocena: 5,5

źródło: od wydawnictwa


...Wstyd...*

Są tacy pisarze, których proza, pomimo wspaniałego stylu i ciekawej fabuły, zwyczajnie mnie męczy i długo muszę się do nich przekonywać. Są też i tacy, których uwielbiam zaledwie po przeczytaniu jednej książki. Do takich autorów zaliczam H. Wassmo. Uwiodła mnie wspaniałym sposobem opisywania  krajobrazów północnej Norwegii, ludzi i ich uczuć, smutku, trudów dnia codziennego i dziką naturą tamtejszych mieszkańców już w powieści "Księga Diny". W swojej najnowszej książce przypieczętowała swą wielkość. 

"Stulecie" to historia czterech kobiet, prababci, babci, matki i córki. Czterech pokoleń mierzących się z potęgą dzikiej natury północnej Norwegii, własnymi wyborami, smutkiem, którego jest więcej niż radości, i opinią innych. To historia Sary Suzanne, która zmuszona do dzielenia się trudem i znojem dnia codziennego z człowiekiem, którego nie kochała (a może jednak..?), choć podziwiała go i szanowała. Czy to wystarczy jednak, by stworzyć trwały i szczęśliwy związek?Życie jednak pokaże jej wyraźnie, że na szczęście i miłość innych trzeba sobie zasłużyć.

czwartek, 12 czerwca 2014

[NOCnikowe lektury] "Usypianki malucha"

Autor: Małgorzata Giwont, Bogusław Michalec
Ilustracje: Magdalena Kozieł-Nowak
Wydawnictwo: Aksjomat
Rok wydania: 2012 
Liczba stron: 12
Książka twardostronicowa

Ocena Łucji: 3,5
Ocena moja: 5

źródło: własna biblioteczka

...Chodzi bajeczka 
wkoło łóżeczka...*


 "Usypianki malucha" przyciągnęły moją uwagę w jednej z księgarni internetowych swą szatą graficzną. Piękne, bajkowe i delikatne ilustracje na okładkach zwiastowały równie ciekawe wnętrze. Wiedząc jednak, że ja i moja córcia potrafimy mieć różne gusta, postanowiłam zakupić tylko część pierwszą (a są trzy). I nie miałam racji..?


poniedziałek, 9 czerwca 2014

Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny

 
Autor: Anna Maria Goławska, Grzegorz Lindenberg
Zdjęcia:  Anna Maria Goławska, Grzegorz Lindenberg
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Format: papier
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 356
Ocena: 6

źródło: od wydawnictwa


... - Dieta? Dieta e contro natura - powiedział zupełnie poważnie i z całkowitym przekonaniem pewien młody Toskańczyk...*


Kiedy przed rokiem otrzymałam powyższą książkę od wydawnictw Zysk i S-ka, już po kilku stronach lektury wiedziałam, że opinia nie powstanie tak szybko. Bo jakże można zwiedzić całą krainę w dwa dni i z satysfakcją stwierdzić, że było pięknie? Ano, nie można! Doszłam więc do wniosku, że tym przewodnikiem trzeba się delektować jak najlepszym daniem. Serwować doznania w małych dawkach, ale regularnie. Dopiero wtedy odkryje się prawdziwe piękno. Tak więc robiłam. Każdego dnia Anna Maria Goławska i Grzegorz Lindenberg ukazywali mi piękno Toskani i Umbrii (jednych z najbardziej znanych regionów Włoch); co dzień zabierali mnie w inne miejsce, do innej miejscowości, poznawali z tamtejszymi ludźmi i zwyczajami. Pozakali mi, że w takich miejscach najważniejsze są szczegóły i szczególiki. A nie łatwo je dostrzec w morzu pięknych krajobrazów.

Wrażeń, skarbów (architektonicznych, malarskich, rzeźbiarskich, przyrodniczych) znalazłam tu taki ogrom, że nie byłabym w stanie wszystkiego opisać. Skupię się więc na tym, co wyjątkowego kryje się w tym przewodniku (bo niewątpliwie jest to przewodnik) i dlaczego warto zabrać w podróż do Włoch właśnie jego.