wtorek, 13 września 2016

Ulisses z Bagdadu

Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tytuł oryginału: Ulysse from Bagdad
Tłumaczenie: Jan Maria Kłoczkowski
Format: papier
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 320
Ocena: 5

źródło: własna biblioteczka


...Nazywam się Saad Saad, co po arabsku znaczy Nadzieja Nadzieja, zaś po angielsku brzmi jak Smutny Smutny...

Po kilku latach przerwy wróciłam do Schmitta. Początkowa fascynacja "Oskarem i Panią Różą" czy całym zbiorem "Opowieści o Niewidzialnym" ulotniła się po kilku późniejszych książkach autora. W międzyczasie zdążyłam jednak zebrać całkiem sporą kolekcję jego powieści i opowiadań. Całkiem niedawno wyciągnęłam zakurzonego "Ulissesa z Bagdadu" i z wielką obawą rozpoczęłam lekturę. Zupełnie niepotrzebnie. Bardzo mi się spodobała historia opisana przez Schmitta.

A jest to kawałek życia pewnego Irakijczyka, który zły na to, co dzieje się w jego kraju (a rządził jeszcze Husajn), nie godząc się na to, co potem z Irakiem zrobili Amerykanie, pogrążony w wielkim smutku po stracie kilku najważniejszych w jego życiu osób, postanawia uciec z kraju. Zostaje uchodźcą. Dlaczego? Bo chce lepszego życia, szuka nadziei, którą odebrano mu w rodzinnym mieście. Marzy mu się Europa, marzy mu się Londyn. Tam zawsze chciał się udać ze swoją narzeczoną. Tam będzie jego raj! 

Schmitt jak zwykle pięknie i poetycko opowiada nam o tym, co dobre, i o tym, co złe. Losy Saada przeplatają się z losami innych osób, a każda z nich pozostawia kawałek siebie w świecie głównego bohatera. Oczywiście nie jest to wesoła przygoda o wędrówce, lecz gorzka i smutna historia człowieka, który mierzy się z marzeniami i okazuje się, że jeśli je spełni, wcale nie będzie szczęśliwy. 

Bardzo dobra lektura na dzisiejsze czasy. W dobie gorących dyskusji o uchodźcach zalewających Europę powinniście poznać historię Saada. Najcudowniejsze w "Ulissesie.." jest jednak to, że to historia, którą powinni też poznać ci, którzy planują zostać uchodźcami, bo czują się źle we własnym kraju. Dotyczy to zarówno przybyłych z północnej Afryki jak i Polaków wyjeżdżających za chlebem do innych krajów.

Wędrówka Saada kończy się w jego wymarzonym mieście. Pozostaje tylko pytanie, czy o takie życie walczył przez lata tułaczki po Europie? A może to dopiero początek czegoś wspaniałego..? Na to pytanie niech już odpowie sobie czytelnik, a każda z odpowiedzi być może będzie trafiona w punkt. Polecam, polecam, polecam! 

...Popatrzyłem na ostatnią kurzajkę, tę najbardziej oporną, podmuchałem na nią i wypowiedziałem jej prawdziwe imię - to, które było także moim imieniem, i dobrze mnie opisywało: nazwałem ją "Nadzieja"...

czwartek, 8 września 2016

Igrzyska śmierci

Autor: Suzanne Collins
Tytuł oryginału: The hunger games
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz 
Cykl: Igrzyska Śmierci, cz.1
Format: papier
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 352
Ocena: 3

źródło: biblioteka miejska w Kartuzach

...Gdy się budzę, czuję, że druga strona łóżka już zdążyła wystygnąć...*

No tak... (babcia zawsze mi powtarzała, żeby nie rozpoczynać zdania od "no") Kto nie słyszał kompletnie nic na temat "Igrzysk śmierci" - ręka w górę! A ja już znam tę historię, hip, hip, hurrra! Choć wcale mi nie do śmiechu po lekturze tej książki. Jestem wręcz zdruzgotana i żałuję, że nie zainteresowałam się owym hitem wcześniej. Gdybym chociaż przeczytała jedną jedyną opinię na jej temat, na pewno bym po nią nie sięgnęła...
 
Czy muszę streszczać wątek powieści? Ok, w superskrócie. Akcja dzieję się w przyszłości, w państwie Panem powstałym na gruzach dawnej Ameryki Północnej. Podzielonym na dwanaście dystryktów państwem rządzi prezydent mieszkający w Kapitolu - stolicy. Rządy sprawuje okrutne, dyktatura okrutna, a do tego coroczny rytuał, polegający na wystawieniu 24 wylosowanych z dystryktów dzieci w wieku 12-18 lat na Głodowe Igrzyska. Nie jest to bynajmniej olimpiada sportowa, a walka na śmierć i życie. Z igrzysk cało może wyjść tylko zwycięzca. Pozostałe dzieci zostają ZAMORDOWANE przez konkurentów lub organizatorów. Na takie właśnie igrzyska trafia szesnastoletnia Katniss z Dwunastego (najgorszego) Dystryktu, która opowiada nam w szczegółach, jak się tam dostała, jak się do walk przygotowywała i co przeżyła na arenie igrzysk (bo to, że przeżyła, nie muszę chyba nikomu tłumaczyć).

Oburzenie tą książką było ogromne! Jaki człowiek mógł wpaść na tak absurdalny i brutalny pomysł, by dzieci uśmiercały dzieci. I to z zimną krwią! Co to w ogóle za pokrzywiona historia?! Nawet przez myśl by mi nie przeszło, że taką myśl można przelać na papier. Że ktoś może to wydać. Mało tego - że tysiące ludzi się w tym zaczytuje!!! A zwłaszcza młodzieży... Błagam, jeśli książki mają być nośnikiem kultury, informacji, poszukiwania tożsamości - to jaki przykład młodym ludziom daje ta książka?! Nie wiem, czy przespałam chwilę wydania "Igrzysk śmierci", czy w ogóle nie zwróciłam na to uwagi, ale nie przypominam sobie, by gdziekolwiek dyskutowano nad sensem tej książki, tej koszmarnej historii...

I tu nasuwa mi się refleksja - ciekawa jestem, czy rodzice dyskutują ze swymi dziećmi na temat ich doboru lektur, czy pytają chociażby, o czym jest książka, którą czytają. Czy zadają dzieciom pytania, jak oni interpretują historie, które poznają..? Czy wy tak robicie? Ja staram się to robić z każdą najmniejszą nawet książeczką. Bo chcę sprawdzić, czy moja córeczka zrozumiała sens tego, co usłyszała. 

Od lektury "Igrzysk śmierci" minęło już sporo czasu, a we cały czas się gotuje. Wciąż dyskutuję o tej książce z innymi - młodszymi i starszymi. Większość z nich ma podobne do mnie odczucia, choć nie wiem, czy nie reagują tak ,by po prostu zakończyć temat nie więcej o tym nie dyskutować. Mimo wszystko cieszę się nawet, że poznałam tę historię, bo mam teraz podstawy, by dyskutować z innymi na wiele okołoksiążkowych tematów. Pewnie też dziwi was, dlaczego oceniłam ją na 3... No nie jest to pod względem literackim najgorsza powieść. Choć wątek romantyczny żenujący, gęstość akcji chwilami zbyt duża, i ta denerwująca mnie pierwszoosobowa narracja w czasie teraźniejszym, to jednak chwilami nie mogłam się od książki oderwać i pochłonęłam ją w kilka dni. A więc jakieś zalety jednak miała (albo to ja jestem tak spragniona czegokolwiek do czytania). Mało tego, przeczytałam już nawet drugą część tego "wspaniałego" cyklu, i to był definitywny koniec mojej przygody z Katniss, przyjaciółmi i wrogami. 

...Boję się chwili, w której w końcu będę musiała ją puścić...*

*Pierwsze/ostatnie zdanie powyższej książki

czwartek, 1 września 2016

"Wielka Maniana", czyli moje spotkanie z Wojciechem Cejrowskim

Pewnego pięknego sierpniowego popołudnia mąż powrócił z pracy i zaproponował, byśmy następnego wieczora wybrali się do kina. Hmm... Tyle, że w kinie nie leci nic, co zadowoliłoby nas oboje, więc nieco zdziwiona zapytałam: ale na co..? - Na Cejrowskiego. - TEGO Cejrowskiego?! Wojciecha Cejrowskiego?!

A więc wybraliśmy się. I to był jeden ze smutniejszych wieczorów tych wakacji. Wyobraziłam sobie, że odkryję z naszym bosym podróżnikiem nieznane mi miejsca, powędruję tam, gdzie na żywo pewnie nie będę mogła nigdy podróżować. Że odetchnę świeżą letnią bryzą lub wilgotnym amazońskim klimatem. Wyobraźnia dała mi nieźle w kość, okazało się bowiem, że pan Cejrowski zaserwował nam kabaret. "Wielką Manianę". Porażka!

[Jubileuszowe lektury] Zrób sobie raj

Autor: Mariusz Szczygieł
Format: papier
Wydawnictwo: Czarne
Seria wydawnicza: Sulina
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 292
Ocena: 4,5

źródło: biblioteka miejska w Kartuzach

Już za kilka dni  - 5 września 2016 roku - Mariusz Szczygieł obchodzić będzie swoje okrągłe 50 urodziny. 100 lat Panie Mariuszu! A ponieważ do tej pory słyszałam i czytałam wiele dobrego na temat jego reportaży, uznałam, że będzie to najlepszy moment na odkrycie kolejnego ciekawego autora. Po części się nie myliłam.

Mariusz Szczygieł znany jest ze swej wielkiej miłości do Czech i Czechów. "Zrób sobie raj" jest więc rzekomo subiektywnym zbiorem różnych czeskich przypadków, o których autor słyszał, które widział lub których doświadczył. Dowiemy się tu między innymi, dlaczego Czesi tak bardzo nie chcą wierzyć w Boga, co budzi w nich tak wielki optymizm,  jak to się dzieje, że nie obrażają się, gdy ktoś (byle nie Polak) obraża ich kraj. I wiele innych ciekawostek. Autor nawiązuje do kilku znanych artystów, z którymi udaje mu się nawiązać kontakt, przytacza rozmowy z nimi oraz różne mniej lub bardziej ciekawe sytuacje z nimi związane. 

wtorek, 30 sierpnia 2016

[Jubileuszowe Lektury] Pigmalion

Autor: George Bernard Show 

Tytuł oryginału: Pygmalion
tłumaczenie: Florian Sobieniowski
Wydawnictwo: PIW
Format: papier
Rok wydania: 1974
Liczba stron: 180
Ocena: 4.5

Źródło: biblioteka miejska w Kartuzach

Londyn, noc, godzina 11.15*

George Bernard Shaw - bardzo znane mi nazwisko, lecz kompletnie nieznana twórczość. Zaciekawiły mnie jego utwory, tylko dlaczego dopiero teraz? Otóż w lipcu minęła jego okrągła 160 rocznica urodzin. Jak więc piękniej uczcić te wspaniale urodziny niż po prostu zanurzyć si w jeden z jego najpopularniejszych utworów! "Pigmalion" zaintrygował mnie tytułem i faktem, iż autor określił go mianem "Przygody romantycznej w pięciu aktach". Skusiłam się i przeczytałam. Cóż to za dziwna lektura... Po niej autor zaintrygował mnie jeszcze bardziej. Ale zacznijmy od początku.

Zapewne każdemu z was obiło się o uszy imię Pigmalion. To bohater jednego z greckich mitów, rzeźbiarz, który stworzyć posąg kobiety tak pięknej, że zakochał się bez pamięci w swoim dziele. Bogini Afrodyta postanowiła ulżyć jego cierpieniom i rzeźbę zamieniła w prawdziwą kobietę. Nie pamiętam już, jak się ta historia skończyła, ale nie jest to w tej chwili ważne. G.B.Shaw już samym tytułem zasugerował, że będzie to historia miłosna, pewnie przeniesiona do współczesności, ot, zwykłe miłosne perypetie kobiety i mężczyzny.

piątek, 26 sierpnia 2016

Co przeczytałam (lub próbowałam) w tym roku...

Tak jak obiecałam, na początek mojego blogowego powrotu chciałabym nieco podsumować, co przeczytałam przez te ostatnie 6 miesięcy. Nie będzie tego wiele - raptem 4 książki. Dwie z nich przeczytałam, dwie zaś rozpoczęłam i porzuciłam. Do dzieła!

KSIĄŻKA NR 1
Tytuł: Tłumacz chorób
Autor: Jhumpa Lahiri
Tytuł oryginału: Interpreter of maladies
Tłumaczenie: Maria Jaszczurowska
Format: papier
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 280
Ocena: 4

źródło:własna biblioteczka


środa, 24 sierpnia 2016

Tak bym chciała...

Witam wszystkich po dosyć długiej przerwie. Zbyt długiej przerwie - teraz odczuwam ją dosyć mocno. Bardzo mi brakuje dzielenia się z wami uwagami i opiniami na temat książek. Ale w moim życiu sporo się zmieniło. W listopadzie po raz drugi zostanę mamą. Niestety ciąża i ogrom obowiązków w pracy i domu spowodowały, że kompletnie zarzuciłam czytanie. Na palcach jednej ręki mogłaby policzyć książki, które w tym czasie przeczytałam. No ale cóż - ciąża to bardzo specyficzny czas i myślę, że osoby, które przez to przeszły, wiedzą, o czym mówię. 

Oprócz wielkiej radości i oczekiwania na synka (tak, tym razem to będzie on:)) powraca powoli wielka chęć na czytanie i pisanie. Najgorsze, że wciąż brakuje mi czasu na to drugie... Chciałabym choć w kilku słowach streścić te pozycje, które przeczytałam w tym roku, ale jakoś nie mogę się do tego zabrać. Mam jednak nadzieję, że za dzień lub dwa taki wpis się pojawi. 

Mam wielką nadzieję, że jeszcze o mnie nie zapomnieliście, a jeśli tak, to postaram się wam przypomnieć. I oczywiście częściej zaglądać też na wasze blogi :) tymczasem pozdrawiam i ściskam wszystkich bardzo serdecznie! Do usłyszenia wkrótce!

piątek, 26 lutego 2016

Szachinszach

Autor: Ryszard Kapuściński
Wydawnictwo: Czytelnik
Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 1982
Liczba stron: 184
Ocena: 5

Źródło: własna biblioteczka

 ...Wszystko jest w stanie takiego bałaganu, jakby przed chwilą policja zakończyła gwałtowną i nerwową rewizję...* 

Rzadko sięgam po reportaże. Trochę się ich zazwyczaj obawiam - że za trudne, za długie, za nudne, że nie wciągną mnie prawdziwe historie. Jednak ostatnie wydarzenia w Syrii i na Bliskim Wschodzie, fala emigrantów zalewająca Europę i nasza nikła wiedza na temat mieszkających tam narodów skierowały moje myśli ku Ryszardowi Kapuścińskiemu. I tak w me ręce wpadł "Szachinszach". Kawałek najnowszej historii Iranu. Historii, o której wiedziałam tylko tyle, że tworzyli ją Szyici i Sunnici - odwieczni wrogowie. Nie sądziłam jednak, że najnowsze dzieje Iranu będą tak ciekawe i tak zależne od Europy oraz Stanów Zjednoczonych. Niestety...

Przygodę z Iranem rozpoczynam od pustego hotelu, w którym R. Kapuściński postanowił zadomowić się na czas pobytu w tym kraju. Tu wszystko się rozpoczyna, tu też wracają wspomnienia i refleksje na temat kilkudziesięciu lat panowania ostatnich szachów, mułłów, premierów. Atmosfera sprzyja pisaniu, w hotelu ani żywego ducha, personel zajęty śledzeniem i słuchaniem tego, co głosi Chomeini - nowy przywódca kraju. Ale kogo zwyciężył? Dlaczego zwyciężył? I po co zwyciężył? R. Kapuściński dokładnie mi to wyjaśnia, krok po kroku, rok po roku...

czwartek, 25 lutego 2016

[NOCnikowe lektury] Binta tańczy, Lalo gra, a Babo chce.. :)

Fakt, iż bardzo rzadko opisuję ostatnio książki nie znaczy, że ich nie czytam - zwłaszcza jeśli chodzi o książki dla dzieci. Wertujemy je codziennie! A te, które opiszę za chwilę w poście, czytamy z córeczką już od ponad roku. I nadal nam się nie znudziły.

Autor: Eva Susso 
Ilustracje: Benjamin Chaud
Tłumaczenie: Katarzyna Skalska
Wydawnictwo: Zakamarki

wtorek, 5 stycznia 2016

Te chwile

Autor: Herbjørg Wassmo
Tytuł oryginału: Disse øyeblikk
Tłumaczenie: Ewa Bilińska
Format: papier
Wydawnictwo: Smak Słowa
Seria: Arcydzieła Norweskiej Literatury
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 384
Ocena: 5

źródło: własna biblioteczka

...Osuwa się do tyłu, w nieznane...*

Pokochałam H. Wassmo za "Księgę Diny" i od tej pory na każdą jej powieść czekam z wielką niecierpliwością. A w Polsce czekać trzeba było długo, oj długo... Zupełnie nie rozumiem braku zainteresowania tą pisarką ze strony wydawnictw. 
Gdy w "Stuleciu" (poprzedniej powieści Wassmo) odkrywałam powoli historię kilku pokoleń kobiet z rodu pisarki, poczułam mały niedosyt. Historia napisana była językiem twardym, bez zbędnego sentymentalizmu, a jednak wciąż bazowała na uczuciach. To niesamowite połączenie, bardzo charakterystyczne dla H. Wassmo. Ów niedosyt zrekompensowały mi "Te chwile" - autobiografia autorki, choć o tym fakcie dowiedziałam się raczej z okładki, niż z treści. 

"Te chwile" to historia kobiety, które przez nieprawidłowe relacje z ojcem nie potrafi zbudować szczęśliwego domu z mężczyzną. W młodości wątła, słaba, na jakiekolwiek sytuacje stresowe reagowała omdleniami lub atakami dziwnej choroby. Wciąż niepewna, nieśmiała, niezdolna do podejmowania ważnych decyzji kroczy przez życie tak, jakby stała obok i wszystkiemu się tylko przyglądała. Zakłada rodzinę (którą raczej nie należałoby nazywać "rodziną"), ale nie jest w niej szczęśliwa. Nieustannie szuka samotności, ciszy, wyobcowania. Taka już jest, lecz jej najbliżsi nie potrafią tego zrozumieć i zaakceptować.