piątek, 20 lipca 2012

[FANTASTYCZNIE] "Mort" T. Pratchett



Witajcie w świecie Terry'ego Pratchetta! Kto już raz zetknął się ze stworzonym przez niego Światem Dysku, ten albo go pokochał, albo znienawidził. Ja zapałałam do niego sporą dawką sympatii i po lekturze czwartej części cyklu zdania nie zmieniam. Pomysł + wyobraźnia + poczucie humoru + nietuzinkowi bohaterowie = kilka przyjemnych chwil z fantastyką.

"Mort" opowiada nam o pewnym chłopcu - Mortimerze, który do niczego się nie nadawał, nikt nie chciał go przyjąć na praktyki, ojciec trochę się go wstydził, a on sam czerpał z życia ile tylko umiał. Do pewnego momentu, gdy na jego drodze stanął piękny biały koń, na koniu piękny czarny jeździec z wielkim kapturem na głowie, a jego głos słyszalny był... w myślach? Mężczyzna zaproponował Mortowi praktykę u siebie, a ten się zgodził, choć nie do końca wiedział, jakie rzeczy przyjdzie mu czynić. Gdy więc wsiadł na białego rumaka i podążył ku gwiazdom, gdy znalazł się w posiadłości dziwnego nieznajomego i gdy spojrzał mu głęboko w oczy odkrył, że mężczyzna... nie ma oczu, nie ma dłoni, nie ma ciała! To szkielet! A jeśli jest to szkielet, który chodzi, jedynym rozwiązaniem jest... ŚMIERĆ. Mort został uczniem ŚMIERCI...

niedziela, 15 lipca 2012

[HISTORYCZNIE] Prawo mężczyzn

Autor: Maurice Druon 
Tytuł oryginału: La loi des males
Tłumaczenie: Anna Jędrychowska
Cykl: Królowie przeklęci, tom IV
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 1991
Ilość stron: 262
Ocena: 5,5

Źródło: własna biblioteczka

Nareszcie książka, której fabuła wciągnęła mnie od początku do końca! Czy ja już mówiłam, że lubię czytać książki o Francji? A czy mówiłam, że lubię Druona? No to źle mówiłam - ja go uwielbiam! Jak nikt potrafi podkręcać atmosferę z rozdziału na rozdział, opisywać kilka wątków jednocześnie nie nużąc, nie gmatwając, nie przekombinowując. Cykl "Królowie przeklęci" jest po prostu ideałem książek historycznych - mnóstwo faktów okraszonych dobrą narracją i ciekawymi opisami przekroju społeczeństwa.

wtorek, 10 lipca 2012

Kiki van Beethoven

Autor: Eric-Emmanuel Schmitt 
Tytuł oryginału: Quand je pense que Beethoven est mort alors que tant de cretins vivent suivi de Kiki van Beethoven
Tłumaczenie: Agata Sylwestrzak-Wszelaki
Wydawnictwo: Znak LiteraNova
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 147
Ocena: 4,5


Źródło: własna biblioteczka


Ponownie spotkałam się z E.-E. Schmittem. Tym razem zaskoczył mnie zupełnie nietypowym pomysłem. Już tytuł podpowiadał mi, że głównym bohaterem dwóch historii opisanych w książce będzie Ludwig van Beethoven - niesamowity muzyk, twórca genialnych symfonii, kwartetów smyczkowych, artysta kompletny pomimo całkowitej głuchoty. Podziwiam go tym mocniej, iż żył w czasach, w których każda dysfunkcja (nie mówiąc już o kompletnym jej braku) skreślała człowieka ze społeczności, w której do tej pory funkcjonował. Liczyłam na to, że Schmitt odkryje przede mną kawałek nieznanej mi biografii wielkiego mistrza. Myślałam, że dowiem się, w jaki sposób tworzył, żył, jak był postrzegany w swym środowisku i wśród najbliższych. 

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że akcja obu historii toczy się w dzisiejszych czasach. Przyznam szczerze, że początkowo dopadło mnie małe rozdrażnienie - kolejny raz Schmitt nie spełnił moich oczekiwań! Ale gdy tylko zagłębiłam się w pierwszą historię, powróciły wspomnienia tych najlepszych chwil z autorem. Dlaczego? Postaram się nakreślić w kilku słowach fragment tego opowiadania:

poniedziałek, 2 lipca 2012

"Trucicielka"

Autor: Eric-Emmanuel Schmitt 
Tytuł oryginału: Concerto a la memoire d'un ange
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 248
Ocena: 4

Książka nagrodzona Nagrodą Literacką Goncourt 2010

źródło: własna biblioteczka

Zawiodłam się na Schmitcie. Po raz pierwszy poczułam niedosyt połączony ze zdegustowaniem. Nie mam nawet pomysłu na opisanie tego, jakie wrażenia pozostawiły we mnie te cztery opowiadania skreślone szybko i byle jak. Właściwie te wrażenia już się zatarły, ponieważ lekturę skończyłam jakiś miesiąc temu... 

Które z opowiadań najbardziej mi się podobało...? Chyba pierwsze - tytułowa "Trucicielka". Było przemyślane, trzymało w napięciu i pozostawiło mnie z pewnym przekonaniem, że sama mam odpowiedzieć sobie na pytanie, kto miał rację i czy główna bohaterka wprowadziła mnie w błąd czy sama dała się zwieść młodemu księdzu..? Najsłabsze opowiadanie - zdecydowanie "Koncert Pamięci anioła". Długie, nudne, bez polotu. Jakoś nie wciągnęła mnie historia dwóch rywali, których życie zmieniła żądza bycia najlepszym. Po wypadku ten miły staje się okrutny, a egoista nagle staje się altruistą. Historia stara jak świat, a i zakończenie nie wywarło na mnie większego wrażenia. 

czwartek, 21 czerwca 2012

O ciszy w eterze, wzlotach i upadkach oraz innych ciekawostkach przyrodniczych

Drodzy bloggerzy i zaglądający od czasu do czasu na mojego bloga!

Wiem, na dobry miesiąc zniknęłam z blogosfery. Niestety - siła wyższa. Dużo pracy w pracy, mąż maruda, brak weny twórczej... Można by wymieniać i wymieniać! Jednym słowem - przez ostatni miesiąc nie przeczytałam praktycznie żadnej książki. STRASZNE!!!

 Ale miałam kilka powodów. Jednym z nich były niezbyt dobrze dobrane lektury: "Miasto śniących książek" Moersa i "Władca much" Goldinga. Wiem, że wiele osób zachwyca się nad tymi pozycjami, ja też chciałabym do nich należeć, naprawdę... Ale nie mogę! Ni jestem w stanie zmusić się do przeczytania kilkunastu stron dziennie. Te książki mnie znudziły, zmęczyły swoimi narracjami i dogłębnie zniechęciły do czytania na kilkanaście dni. 

sobota, 12 maja 2012

[FANTASTYCZNIE] "Ja, anielica" K. B. Miszczuk



Pierwsze koty za płoty. To moje premierowe wysłuchanie powieści w formie audiobooka. I muszę powiedzieć, że było to dość dziwne doświadczenie. Jest wiele zalet słuchania powieści, gdyż w tym czasie można robić także tysiące innych rzeczy: sprzątać, gotować, odpoczywać, majsterkować, haftować... Minusem jest jednak to, że kiedy jednocześnie słuchałam i szperałam w internecie, w końcu przestawałam skupiać się na powieści i musiałam wracać do początku rozdziału. Co jeszcze przeszkadzało - gotowy sposób przekazu, który nie pozwalał na własną interpretację. Wiem, że gdybym przeczytała to sama, pewnie dialogi i narracja brzmiałyby inaczej... Tyle na temat formatu.

Przejdźmy zatem do samej powieści. Dobra. Była po prostu dobra, zabawna, momentami ciekawa, intrygująca i nietypowa jak na tematykę. Bardzo polubiłam także większość bohaterów, ale od początku. "Ja, anielica" to druga część przygód Wiktorii Biankowskiej, która (w poprzedniej części) zginęła w wypadku i tym samym trafiła do piekła. Tam otrzymała stanowisko pierwszej w historii piekła diablicy i wykonywała tam ciekawe prace. Niestety chyba coś przeskrobała i diabły wyrzuciły ją z piekła. Wróciła więc na ziemski padół. I tu zaczyna się druga część, w której Wiki odkrywa zdradę swego ukochanego Piotrka, spotyka swą dawną miłość z piekieł (choć początkowo zupełnie go nie poznaje) - Beletha i wpada w kolejne tarapaty. Podstępny diabeł częstuje ją jabłkiem, które, jak się okazuje, daje jej iskrę bożą. Za jej sprawą drzwi piekieł ponownie stają przed Wiktorią otworem. Dlaczego diabły znów chcą ją zobaczyć? Bo mają plan! I to nie byle jaki plan... Pragną dostać się do nieba! 

czwartek, 10 maja 2012

Kredożercy

Autor: Óskar Aibar 
Tytuł oryginału: Los comedores de tiza
Tłumaczenie: Tomasz Pindel
Wydawnictwo: Muza 
Seria wydawnicza: Salsa
Rok wydania: 2007
Ilość stron: 216
Ocena: 5

Źródło: własna biblioteczka

Czy zdarzyło wam się kiedyś zjeść piasek? Albo mieliście nieodpartą pokusę, by nasycić się zmieloną kawą? Ja osobiście nie mam takich zachcianek, ale znam osoby, które czasami muszą np. zjeść (nie wypić!) mieloną kawę, bo tylko to je uspokaja. Początkowo reagowałam na to strasznym wytrzeszczem oczu, ale po pewnym czasie przyzwyczaiłam się do ich niecodziennych zachcianek. Podobnie było z tą książką. I to z kilku powodów. 

"Kredożercy" to historia kredożerczyni Any. Kobiety w kwiecie wieku mieszkającej w Madrycie, pracującej w biurze pożyczkowym. Na pozór zwyczajnej atrakcyjnej pani. Jednak temu, kto poznał ją bliżej i komu zdradziła swój sekret, nie spieszno było do dalszych spotkań i romansów. Ana przygodę z białym proszkiem rozpoczęła od.. koki. Nałóg był jednak kosztowny więc zastąpiła do ssaniem, gryzieniem, tudzież połykaniem w całości kredy. Dziewczyna nie miała jednak szczęścia w miłości. Za każdym razem z uczuciami trafiała jak kulą w płot. A gdy chciała pomóc przyjaciółce i odciążyć ją trochę w opiece nad niepełnosprawną córką - dziewczynkę zjadły delfiny (to skomplikowana historia więc pozwólcie, że nie będę jej tu streszczać). Biedna Ana, powoli traciła wszystkich bliskich... Gdy nagle odkryła pewną stronę internetową, na której ludzie opisywali swe dziwne przypadłości i prosili o wsparcie lub pomagali innym. Tak więc nasza bohaterka postanowiła opisać swój przypadek. I, ku swemu zdziwieniu, odkryła, że kredożerców jest na świecie więcej, niż mogłaby sobie wyobrazić.

wtorek, 1 maja 2012

Kwiaty od Artiego

Autor: Bridget Asher 
Tytuł oryginału: My husband's sweethearts
Tłumaczenie: Teresa Tyszowiecka
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 270
Ocena: 5

źródło: własna biblioteczka

No cóż, czas spojrzeć prawdzie w oczy - jestem kobietą i nie wyprę się tego, że podoba mi się kobieca literatura. A walczyłam z tym kilka dobrych lat... I po co? Ostatnie miesiące obfitowały raczej w niechęć do czytania.Wszystkie książki, za jakie się zabierałam, drażniły, nudziły, denerwowały lub wręcz odpychały. Nawet literatura dziecięca nie przekonała mnie do siebie. Aż zjawiła się ona - Bridget Asher ze swoją niewielkich rozmiarów książką. I urzekła mnie, tak, urzekła tematem, formą, sposobem narracji i przekazaniem emocji. Tego chyba było mi trzeba... 

Poznajcie więc historię Lucy - kobiety w sile wieku, bizneswomen, kochającej i oddającej się życiu rodzinnemu do momentu odkrycia, iż została kilkukrotnie zdradzona. Zostawia męża, piękny dom i postanawia rzucić się w wir pracy. Udaje się. Przez pół roku cierpi, ale wydaje się dochodzić od siebie. Aż tu nagle Artie (mąż) wywija jej kolejny numer - poważna choroba serca przykuwa go do łóżka i każe odliczać dni do momentu, gdy ono przestanie bić. Co zrobić? Wrócić? Wybaczyć? Starać się żyć jak dawniej? A może zapomnieć i rozpocząć zupełnie nowe życie jako wdowa?

środa, 18 kwietnia 2012

Emil i Lotta prosto ze Szwecji :)

"EMIL ZE SMALANDII" 
Autor: Astrid Lindgren 
Tytuł oryginału: Emil i Lönneberga
Tłumaczenie: Irena Szuch - Wyszomirska
Ilustracje: Björn Berg
Ilość stron: 70
Ocena: 4


"LOTTA Z ULICY AWANTURNIKÓW"
Autor: Astrid Lindgren
Tytuł oryginału: Lotta pa Brakmakargatan
Tłumaczenie: Maria Olszańska
Ilustracje: Ilon Wikland
Ilość stron: 35
Ocena: 5

Wydawnictwo: Polityka 
Seria: Cała Polska czyta dzieciom, t. I
Rok wydania: 2007


Źródło: własna biblioteczka

Już dawno nie miałam okazji spotkać się z twórczością pani A. Lindgren. Zmęczona literaturą dla dorosłych postanowiłam odpocząć nieco i zrelaksować się lekturą dla dzieci. I udało się, po części. Dwie historie małych szwedzkich urwisów wprawiły mnie w dobry humor i cofnęły w czasie. Przede wszystkim czytając historie Emila od razu przypomniał mi się serial, który powstał na podstawie opowiadań A. Lindgren. Niestety z przykrością stwierdzam, że film milej mi się kojarzy. Natomiast pierwowzór trochę mnie nużył. Trochę przeszkadzała mi narracja, trochę denerwowali bohaterowie. I doszłam do wniosku, że jednak takie lektury trzeba obowiązkowo czytać w wieku 5-6 lat. Na starość człowiek chyba dziwaczeje. 

Uprzedzona trochę pierwszym opowiadaniem zabrałam się do lektury z Lottą w roli głównej i tym razem przeżyłam miłe zaskoczenie. Bardzo ciekawa historia małej buntowniczki, która po bardzo nieudanym poranku postanawia wyprowadzić się z domu. W realizacji planu pomaga jej sąsiadka. Dzielna Lotta wytrzymała w nowym lokum do wieczora. Skruszona wróciła do domu i zrozumiała, że nawet po największej burzy wychodzi słońce i nie warto dąsać się w nieskończoność. Historia z morałem, ciekawa, wesoła i krótka - w sam raz dla najmłodszych pociech. 

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

24 współczesne opowiadania południowoafrykańskie

Autor: ANTOLOGIA (D. Brutus, P. Clarke, J. Cope, A. Delius, D. Jacobson, K. Kgositsile, U. Kige, M. Kunene, A. La Guma, T. Matshikiza, J. Matthews, C. Motsisi, E. Mphahlele, O.M. Mtshali, N. Nakasa, L. Nkosi, A. Paton, R. Rive, C. Themba, S. Uys, A. Wannenburgh)
Tłumaczenie: E. Życieńska, E. Skurjat, A. Jankowski, A. Wróblewska, M. Metelska, H. Olędzka, E. Grabowska
Wydawnictwo: Iskry
Rok wydania: 1984
Ilość stron: 280
Ocena: 3


Źródło: własna biblioteczka


Ależ wymęczyły mnie te opowiadania. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Sądziłam, że przeżyję cudowną podróż po nieznanej Afryce, kontynencie biedy, buntów, wojen, ale też pięknej kultury, cudownych krajobrazów i wspaniałej przyrody. Nic z tych rzeczy... 

Już właściwie wprowadzenie do opowiadań zapowiadało monotematyczność. Nie sądziłam jednak, że aż tak wielką! Jedynym wątkiem, który poruszają autorzy wszystkich tych krótszych lub dłuższych form jest odwieczna walka czarnych z białymi, lub inaczej mówiąc wielka dominacja tych drugich nad pierwszymi. Każda historia to oskarżanie białych, karcenie ich i ukazywanie, jacy to źli ludzie. Jest w tym dużo racji. Ale nie przesadzajmy - nie jest to temat dla tylu opowiadań! Nie odkryłam tu nic nowego, nie poczułam klimatu Afryki, nie poznałam żadnego nowego ludu, żadnej ciekawej kultury czy tradycji. Właściwie tylko dwa pierwsze opowiadania utkwiły mi w pamięci. Pozostałe po prostu ulotniły się.