środa, 27 stycznia 2010

Wyspa daltonistów i wyspa sagowców



Autor: Oliver Sacks
Tytuł oryginału: The Island of the Colour-blind and Cycad Island
Tłumaczenie: Jolanta Bartosik
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2000
Ilość stron: 264
Ocena: 5

Źródło: Własna biblioteczka

Ostatnimi czasy, z przymusu czy z ciekawości, zaczynam czytać książki naukowe i popularnonaukowe. O ile poprzednie pozycje (""Porządek dyskursu" i "Sensy i bezsensy...") podyktowane były chęcią zdania egzaminu, o tyle po książkę O. Sacksa sięgnęłam z radością i świadomością czytania dla przyjemności. Bo wszystko, co napisze ten neurolog i psychiatra jest ciekawe, czytelne, niebanalne i prawdziwe. O. Sacks pokazuje, że to, co oparte na wiedzy i nauce niekoniecznie musi być szorstkie, mdłe i monotematyczne.

Wyspa daltonistów i wyspa sagowców opowiada nam o kilku wyspach położonych na Pacyfiku, w Makronezji (wyspy pomiędzy Japonią a Nową Gwineą), na które autor udał się w celu odkrycia i opisania niecodziennych endemicznych chorób: dziedzicznego daltonizmu oraz śmiertelną chorobę z nuerodegeneracją zwaną lytico-bodig. Jednakże czytelnik nie zostaje zarzucony terminologią i szczegółowymi analizami poszczególnych chorób, ponieważ autor skupia się na bardziej niezwykłych elementach owych wysp:
Na miejscu moją uwagę zaprzątnęło życie kulturalne i historia tych wysp, ich niepowtarzalna flora i fauna oraz osobliwe pochodzenie geologiczne. Wizyty u pacjentów, zwiedzanie miejsc, w których dokonano odkryć archeologicznych, chodzenie po wilgotnych lasach tropikalnych, pływanie z rurką po rafach koralowych na początku zdawały się nie mieć ze sobą nic wspólnego, ale później połączyły się w jedno niepodzielne doświadczenie całkowitego zanurzenia się w życiu wyspy.*




W pierwszej części swej książki O. Sacks opisuje przeżycia i spostrzeżenia dotyczące wysp Pingelap i Pohnpei, na których autor spotyka niezwykłą chorobę genetyczną zwaną achromatopsją (lub po prostu daltonizmem całkowitym), charakteryzującą się brakiem widzenia jakichkolwiek kolorów poza odcieniami szarości. Poza tym ludzie objęci tą chorobą są bardzo wrażliwi na światło słoneczne, a najlepiej funkcjonują nocą. Trochę przypominają tym sowy czy inne nocne zwierzęta. Ale - co ciekawe i niesamowite - chorzy wcale nie skarżą się na swój los. O ile na świecie achromatopsja zdarza się przeciętnie u jednego na trzydzieści, czterdzieści tysięcy ludzi, o tyle na wyspach Pingelap i Pohnpei co piąty mieszkaniec obdarzony został tą niezwykłą ułomnością. Czy jednak można tę chorobę rzeczywiście nazwać niepełnosprawnością..? Wystarczy spojrzeć na czarno-białą fotografię, by dostrzec rzeczy, których na kolorowym zdjęciu byśmy nie dojrzeli. Oto czar i urok bycia daltonistą.

Wraz z Sacksem w podróż tę wyrusza norweski uczony Knut Nordby, także dotknięty achromatopsją. Dzięki niemu Sacks zaczyna lepiej rozumieć zarówno tę rzadką chorobę, jak i osoby, które muszą z nią żyć. Nie chcę tu opisywać wszystkich mieszkańców wysp, z którymi spotykał się autor książki. Jedyne, co chcę podkreślić, to bardzo ciekawy sposób na przedstawienie zagadnienia i całej tej podróży. Sacks oczywiście opisuje podstawowe cechy, objawy i prawdopodobne przyczyny choroby, ale wplata je pomiędzy wiele innych ciekawych tematów, takich jak historia wysp, ich flora i fauna, zwyczaje i tryb życia tamtejszych mieszkańców - tak różny od europejskiego...

Druga część książki poświęcona zostaje wyspie Guam, którą Sacks nazywa także wyspą Sagowców. Dlaczego? Ponieważ w tym miejscu rośnie najwięcej gatunków drzew sprzed wielu milionów lat - sagowców (czyli różnego rodzaju cykasów itp.). Autor, od dziecka zauroczony ilustracjami przedstawiającymi gigantyczne drzewa, które przypominają paprocie, postanawia odwiedzić je w ich naturalnym środowisku. Przy okazji ma zamiar przyjrzeć się niespotykanej nigdzie poza wyspą chorobie - połączeniem parkinsonizmu, demencji, licznymi skurczami różnych grup mięśni, drżeniami i innymi objawami - zwaną po prostu lytico-bodig. Nie jestem w stanie dokładnie wytłumaczyć, czym objawia się owo schorzenie, ale autor opisuje je dosyć dokładnie i bardzo ciekawie. A czyni to z pomocą znajomego, mieszkającego od kilkunastu lat na Guam - Jahna Steela, neurologa zafascynowanego społecznością i oczywiście chorobą, która dotknęła liczną grupę ludzi na wyspie. Dzięki niemu Sacks poznaje niespotykane dotąd połączenia chorób, a co najważniejsze - niesłychany spokój i zdanie się na los osób dotkniętych chorobą. Dla nas, Europejczyków, przyzwyczajony do szybkiego i intensywnego trybu życia, porażenie kończyn czy demencja byłaby końcem świata. Tam, na Guam, jest to naturalny stan rzeczy, zdarzają się rodziny, w których najstarsze wszyscy ze starszego pokolenia cierpią na różne odmiany tej choroby, a młodsi członkowie rodziny opiekują się nimi i nie narzekają. To niesamowite spotkanie z zupełnie różną od naszej mentalnością.

Oczywiście Sacks stara się wytłumaczyć, zbadać pochodzenie i przyczyny tej przedziwnej choroby, niestety wyjeżdża stamtąd z większą ilością znaków zapytania niż odpowiedzi na nurtujące go kwestie. To właśnie charakteryzuje książki O. Sacksa - zadaje sobie i czytelnikowi wiele pytań, na które znajduje bardzo mało odpowiedzi. Tym samym zachęca każdego z nas do otwarcia się na świat, dostrzeżenia małych fragmentów mozaiki, w której znajduje się każdy z nas. Książka niewielka objętościowo, ale ogromna treściowo.

Uwielbiam tego autora i żałuję strasznie, że jego książki są ta rzadko wydawane i kosztują sporo jak na kieszeń przeciętnego studenta. Ukazała się mała iskierka w ciemnym tunelu - wydawnictwo Zysk i s-ka wznowiło wydanie "O mężczyźnie, który pomylił swoją żonę z kapeluszem" - najciekawszą i najbardziej pożądaną książkę O. Sacksa. Być może niedługo wydadzą po raz drugi inne jego dzieła. Póki co pozostaje mi czekać i szukać okazji na aukcjach internetowych.



*O. Sacks Wyspa daltonistów..., wyd. Zysk i s-ka, Poznań 2000, s.9;

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza