czwartek, 8 sierpnia 2013

Skradzione dziecko

Autor: Keith Donohue
Tytuł oryginału: The solden child
Tłumaczenie: Adriana Sokołowska
Wydawnictwo: Otwarte
Format: papier
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 408
Ocena: 6

Źródło: własna biblioteczka


 ...Nie nazywajcie mnie leśnym duszkiem...*

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, że nie pasujecie do swojej rodziny? Że macie inne zainteresowania, lubicie inną muzykę, inne programy telewizyjne, zupełnie inaczej spędzacie wolny czas, posiadacie talent, którego wcześniej w rodzinie nie posiadano? Innymi słowy - czy czuliście się kiedyś we własnej rodzinie jak ktoś z zupełnie innego świata? Ja czasami tak czuję. Nawet częściej niż czasami. A po przeczytaniu "Skradzionego dziecka" zaczęłam wierzyć w to, że być może rzeczywiście zostałam "podmieniona"... Podobnie jak Henry Day.

Henry był małym wesołym chłopcem, któremu mama zrobiła psikusa - urodziła młodsze siostry bliźniaczki, i na dodatek często prosiła, by się nimi zaopiekował. Henry miał już 7 lat, ale wcale nie czuł się na tyle duży, by robić za nianię. Pewnego dnia zostawił więc siostry i poszedł pobawić do ogrodu. A gdy mama się na niego zezłościła, uciekł z domu i powiedział sobie, że już więcej tam nie wróci. Jakże się zdziwił, gdy słowa okazały się prawdą...


Skrytego w pniu drzewa Henry'ego odnalazły chochliki - leśne skrzaty, i porwały do swego "domu", pozostawiając na miejscu porwania jednego ze swoich, jak dwie krople wody podobnego do porwanego. Tak rozpoczęła historia dwóch osób: chłopca, który stał się chochlikiem i chochlika, który zajął miejsce chłopca. Dwóch narratorów, dwie na pozór różne opowieści, ale jedna dręcząca ich myśl - kim byłem kiedyś, skąd się tu wziąłem i gdzie są moi prawdziwi rodzice..? Po kilkunastu latach życia w różnych światach obaj postanawiają odkryć przeszłość. A każda przeszłość kryje w sobie niesamowite wydarzenia! Czy dane im będzie spotkać się, poznać, porozmawiać? Czas pokaże...

Niesamowita historia! Cóż więcej mogę powiedzieć. Niesamowita! Od około setnej strony zaczęłam wierzyć, że chochliki naprawdę istnieją (tym bardziej, że sama mieszkam w lesie) i gdy moje maleństwo zasypiało w wózku na dworze, nie spuszczałam go z oczu. Do tego stanu doprowadziły mnie leśne duszki. Brrr... Choć z drugiej strony strasznie było mi ich żal. Przecież one kiedyś też były zwykłymi, normalnymi dziećmi, które zostały podstępnie wykradzione i podmienione. Ich życie runęło w gruzach. Musiały nauczyć się zjadać robale, pędy roślin, mieszkać w norach i zapadać w sen zimowy. Nawet ich język przestawał być językiem ludzi. Na dodatek ich mózg, myśli, odczucia dojrzewały zamknięte na zawsze w ciele kilkulatka. Smutne jest życie chochlika, uwierzcie mi.

A co ma powiedzieć ten, który wyrwał się ze szponów lasu i zajął miejsce ludzkiego dziecka? Wcale nie miał wspaniałego życia. Z obawy przed tym, że zostanie zdemaskowany, zamknął się w sobie, stronił od ludzi. Na dodatek stale obserwowany przez ojca, który coś przeczuwał, z niesamowitym trudem odgrywał rolę siedmiolatka. I jeszcze ta odwieczna chęć gry na pianinie, słuch absolutny i wielki talent muzyczny. Po kim on to ma, skoro mama okrutnie fałszuje, a tata w ogóle nie lubi nic związanego z muzyką...? Czyżby odezwało się jego dawne życie..? 

Nie mam wątpliwości, że ta książka na długo pozostanie w mojej pamięci. Odcisnęła piętno na mej czytelniczej duszy. Sprawiła, że zaczęłam wierzyć w postaci fantastyczne. Być może nie jest to literackie dzieło sztuki, być może za kilka lat nikt już nie będzie tej historii pamiętał. We mnie jednak wzbudziła takie pokłady przeróżnych emocji, że nie będę w stanie o niej zapomnieć. I za każdym razem, gdy wybiorę się na spacer do lasu, od czasu do czasu mimowolnie będę pewnie wypatrywać między drzewami małych ubrudzonych dzieci w poszarpanych ubrankach.  

...Odchodzę i nie mam zamiaru wracać, ale pamiętam wszystko...*


*Zdania zapisane kursywą to pierwsze i ostatnie zdanie opisywanej książki.

2 komentarze:

  1. Mocna książka. I muszę ją przeczytać, mimo że wiem, że mną wstrząśnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak. Polecam, choć przez pierwsze kilkadziesiąt stron akcja nieco monotonna, to mimo wszystko efekt końcowy bardzo ciekawy :)

    OdpowiedzUsuń